Opowiem Ci jak mieszkam. Usłyszysz moją historię.

 
Za co kocham swój dom?

{cisza} przypomina mi się scena z ulubionego filmu "Julie&Julia". On podsuwa jej kolejne pomysły na blog i mówi: "A może napiszesz o tym jak bardzo kochasz mieszkać w Queens?". Ona odpowiada bez namysłu: "Short blog. Very short bog". Krótka historia. Bardzo krótka historia. 

A przecież to wcale nie jest tak. Mieszkamy ze sobą od prawie pięciu lat- mój dom i ja. Mimo to, mamy do siebie stosunek mocno ambiwalentny. Raz się kochamy, żeby chwile potem pakować walizki. A jednak pięć lat minęło, a my dalej tu razem jesteśmy. Coś więc trzyma nas przy sobie. Tylko co?

 

 

Decyzję o wspólnym życiu podjęliśmy za szybko. Jedno spojrzenie, dwie randki i decyzja na całe życie. Remont ekspresowy- wystarczyło wyrównać ściany, wybielić to i owo, wstawić meble z mieszkania "pomiędzy". Szybko, szybko, byle do przodu. To nic, że targ pod oknem, most na wyciągnięcie ręki. To nic, że pociąg zbyt głośny i za blisko. 

Ale do rzeczy :)

Kocham mój dom, bo jest. Bo, kiedy zamykam za sobą drzwi czuję spokój. Bo nie kapie mi deszcz na głowę a mój płaszcz ma miejsce w szafie. Bo rano pachnie kawą, bo wieczorem pachnie wanilią. 

Kocham mój dom, bo bez skrzywienia znosi moje pomysły. Bo przyjmował wszystkie te graty, których wcale nie potrzebował. Bez gadania. A potem, gdy znikały, tez nie mówił nic. 

Kocham mój dom za pękające kafle na podłodze i za to, że nic z nimi nie robię. I nadziwić się sobie nie mogę, bo przecież w moim domu nic samo bez pozwolenia nie pęka. A tu proszę. Jedna kafelka za drugą. I tylko czasami pytam siebie "czy to już czas?". Może lepiej przykryć bruzdy kolejną piękną matą i czekać. 

Dziękuję Ci za to, że uczysz mnie cierpliwości. Potrafię już teraz czekać, obserwować i pozwolić sprawom się dziać. Już wiem, że pochopne decyzje kończą się spękanymi kaflami. Gdybym nie zrozumiała, już nie bylibyśmy razem. 

W moim domu jestem szczytem opanowania i porządku. Na zewnątrz. Otwórz moją szafę a zobaczysz co kryję w środku. Niby to, co niezbędne, potrzebne i wyselekcjonowane, a idealnej harmonii tu nie znajdziesz. Nazwijmy to twórczym nieładem. Ok, nazwijmy to po imieniu ;) 

W moim domu chcę być ładem na zewnątrz i ładem od środka. To co piękne dla pięknego przestało już cieszyć moje oczy. Zostało tylko to, co piękne i treściwe, Odchodzą w zapomnienie żyrandole, o które można było rozbić głowę i poduszki, które zabierały miejsce siedzącym. 

I znika też hrabina na płótnie malowana. Wejdź do mojego domu i właśnie ją zobaczysz od progu. Pół twarzy ukryte w szalu, wzrok tajemniczy, wachlarz w pogotowiu. Na wypadek, gdyby trzeba było ukryć się w całości. Znalazła już nowy dom, a jej miejsce zajmie wypisana brokatem litera A. 

A jak A M A Z I N G . I niech mówią, że... :) 

A jeśli potrzebne Ci fakty...

 

 

 

  • już jakiś czas temu świętowałam 40-ste urodziny ;) 
  • jestem szczęśliwą mamą nastolatki
  • jako psycholog pracuję z ludźmi od prawie 20 lat 
  • mam certyfikat coacha i dyplom projektanta wnętrz
  • pasjonuje mnie odkrywanie ludzkiego potencjału
  • moim ulubionym miesiącem jest listopad 
  • często ubieram się na czarno, bo "kobiety w czerni mają barwne życie"
  • lubię zaczynać wszystko od nowa...
    ...ale już wiem, że lepsze jest wrogiem dobrego :)

 

 

A Ty jesteś gotowa usłyszeć swoją historię? O domu…{o życiu}?

Warsztaty z Anią to odnajdywanie niewidzialnych połączeń pomiędzy nami, a naszym Domem. Inspirujący spacer przez...

Opublikowany przez Mariola Kret Niedziela, 3 czerwca 2018

Miałam przyjemność uczestniczyć w warsztatach Ani i jestem absolutnie zachwycona. Podejściem, humorem, wiedzą. Z chęcią...

Opublikowany przez Iza Bella Ko Poniedziałek, 28 maja 2018